Polska premiera drugiej części przygód detektywa Sherlocka Holmesa miała miejsce niemal dokładnie rok po premierze pierwszej, niezwykle udanej moim zdaniem, części. Pominę porównanie z oryginałem książkowym, bowiem jak wiadomo część wspólna książek i ekranizacji to przede wszystkim imiona głównych postaci: detektywa Holmesa, doktora Watsona oraz miejsce akcji – XIX-wieczny Londyn. Poza tym wszystko jest troszkę inne, unowocześnione wartką akcją.
W kontynuacji hitu kinowego zeszłego roku czarnym charakterem jest Profesor Moriarty, którego postać została lekko naszkicowana już w pierwszej części. Mamy zatem pojedynek dwóch geniuszy, stojących po dwóch stronach barykady – geniusza detektywistycznego i “Napoleona zbrodni”. Tym razem otoczka okultyzmu zniknęła a  scenariusz został sprawnie umieszczony w latach 90-tych XIX-tego wieku, gdy panowała atmosfera narastającego konfliktu pomiędzy europejskimi mocarstwami (Imperium Brytyjskie, Francja, Niemcy). Jednocześnie to era postępu przemysłowego, a co za tym idzie – zbrojeniowego, co również ma odzwierciedlenie w scenariuszu (na ekranie widzimy hale produkcyjne i potężny arsenał broni). Na czym polega cała intryga? Myślę, że odpowiedź musiałaby zdradzić zbyt wiele informacji. Najlepiej samemu sprawdzić to w kinie. :)
Od strony technicznej obraz prezentuje się znakomicie. Bardzo przyjemna w odbiorze jest “tonacja/kolorystyka” filmu. Do kostiumów i dekoracji też nie mam zastrzeżeń. Może za dużo w tym wszystkim grafiki komputerowej i renderowanych lokacji, no ale w tej chwili to już standard niestety a nie wyjatek. Niestety troszkę za dużo było tzw. efektu “bullet time” i miejscami mogło to irytować.
Przy takiej obsadzie jak Robert Downey Jr. i Jude Law gra aktorska musi być na wysokim poziomie. Pozytywnie zaskoczył mnie Jared Harris (syn Richarda Harrisa – także aktora, znanego z roli Dumbledora w Harrym Potterze) wcielający się w postać Moriartiego. Pojawiła się również nowa postać kobieca – Francuzka o imieniu Simza. Ta rola została powierzona aktorce Noomi Rapace, znanej przede wszystkim ze szwedzkiej ekranizacji powieści Stiega Larsona Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet a wkrótce zobaczymy ją na ekranach w filmie Ridleya Scotta – Prometheus.

Jak zwykle pozostaje kwestia tego, czy “Gra cieni” będzie na tyle wielkim hitem, by nakręcić kolejną część. Znając zapędy producentów, pewnie znów połaszą się na kieszeń kinomanów i odgrzeją kotlet. Byleby tylko nie popsuli dobrej passy. ;)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s